Rozwój Szachów w Polsce

Jan Macieja

Rozwój szachów w Polsce wymaga fundamentalnych reform strukturalnych i przyciągnięcia do nich elit a nie paliatywów

Warszawa, wrzesień 2009

Wprowadzenie

 

Streszczenie pracy

 

1.      Rozdział 1. Jałowość dyskusji o wyższości ligi dojazdowej nad stacjonarną.

 

2.      Rozdział 2. Założenia strategii przywrócenia przedwojennego blasku polskim  szachom.

 

2.1. Czy jest to możliwe?

 

2.2. Nie naruszać godności zawodnika.

 

2.3. Poprawić status materialny czołowych zawodników.

 

2.4. Wprowadzić do Zarządu wybitnych przedstawicieli świata biznesu, polityki, kultury i nauki.

 

2.5. Zaprzestać marnowania pieniędzy na zgrupowania kadry.

 

2.6. Zwiększyć troskę o staranne wykształcenie najlepszych szachistów.

 

2.7.Wprowadzić nauczanie grania w szachy w szkołach, wyższych uczelniach pedagogicznych i seminariach duchownych.

 

2.8. Ułatwić dostęp do pieniędzy unijnych na nauczanie grania w szachy (aktualnie do środków EFS).

 

Rozdział 3. Poprawić współpracę Zarządu PZSzach z Członkami  Związku.

 

Rozdział 4. „Dobrze albo źle byle z nazwiska".

 

 

 

 

 

Wprowadzenie

 

  Jak mogę sięgnąć pamięcią wstecz, zwłaszcza do czasów, gdy gotowe programy przychodziły z góry, zamierzenia zmieniających się zarządów PZSzach przeważnie różniły się li tylko koncepcją rozgrywek ligowych. Ustępujący zarząd, który doszedł do władzy pod hasłem „tylko liga dojazdowa uratuje polskie szachy", po czterech latach lub wcześniej zastępowany bywał przez ludzi głoszących, że „tylko liga stacjonarna jest lekarstwem na lepszą przyszłość szachów". Myślę, że wielu zwolenników systemu dojazdowego rekrutuje się spośród zwolenników spędzania weekendów poza domem w sposób usprawiedliwiony, a nie spośród osób traktujących szachy poważnie.

 

Ze zdziwieniem zatem słucham wypowiedzi wielu poważnych osób, że również obecnie motorem napędowym polskich szachów ma stać się zmiana rozgrywek. Ich zdaniem, system stacjonarny powinien być zastąpiony systemem dojazdowym. Pragnę od razu powiedzieć, że dyskusja na ten temat nie ma sensu z tego powodu, że system rozgrywek ma mocne uwarunkowania finansowe, które nie mogą być pominięte przy jego wyborze.

 

Proponuję, aby dyskusję odłożyć. Jest bowiem wielki czas ku temu, aby przystąpić do dyskusji na tematy strategiczne, czyli jak poprawić przyszłość polskich szachów w stopniu pozwalającym na przywrócenie im przedwojennego blasku. Celem pracy jest przedstawienie zarysu koncepcji programowej. Do dyskusji pragnę zaprosić nie tylko władze Związku, ale całe środowisko szachowe. Skupmy się nad identyfikacją uwarunkowań powrotu polskich szachów do przedwojennej  świetności, a następnie nad możliwością spełnienia tych warunków.

Streszczenie

Z zawartej w tym opracowaniu analizy wynika, że przywrócenie przedwojennego blasku polskim szachom rzeczywiście wymaga fundamentalnych reform strukturalnych, a nie paliatywów  w rodzaju wyboru systemu rozgrywek ligowych.

Z przytoczonej w pracy argumentacji wynika, że nie przywróci się szachom przedwojennego blasku bez:

  • Zaprzestania pomiatania najlepszymi w kraju zawodnikami i bez  poprawy ich statusu materialnego. Dzieci nie będą garnąć się do szachów bez idoli np. przestały skakać, gdy Małysz przestał być królem skoczni. Bez wielkich nazwisk, nie wzbudzimy zainteresowania szachami mass mediów, nie przyciągniemy do szachów elit intelektualnych, politycznych czy biznesowych, a nade wszystko nie zainteresujemy nimi dzieci i mlodzieży.
  • Pozyskania elit dla ruchu szachowego. Bez spełnienia tego warunku nie będzie pieniędzy, idoli szachowych, wielkich a nawet małych turniejów. Nie będą się nami interesować mass media, bez czego żaden sport nie ma szans rozwojowych.  Pamiętajmy, że szachy przyszły do Polski wraz z kulturą chrześcijańską i trafiły do kurii biskupich ( biskup warmiński Ignacy Krasicki został autorem pierwszego podręcznika szachowego w Polsce) i na dwory magnackie. Przyspieszony rozwój szachów w drugiej połowie XIX wieku zbiegł się z powstaniem warstwy bogatego mieszczaństwa. Nepomucen Krupski, autor wydanej w 1835 roku „Strategii szachowej", zarazem dziennikarz „Gazety Warszawskiej", napisał, że nie zauważa w Warszawie „porządniejszego domu, w którym nie umiano by grać w szachy". Wielką rolę odegrali intelektualiści m.in.. Bolesław Prus.
    W II RP szachy zawdzięczały swą świetność zaangażowaniu się założycieli Niepodległej w rozwój szachów. Legendarny Marszałek Józef Piłsudski został w 1926 roku Honorowym Przewodniczącym PZSzach.

    Obecnie również nie można zapewnić wzrostu poziomu i popularności polskich szachów bez pozyskania dla nich życzliwości ze strony elit. Warunku tego nie da się zastąpić żadnym innym. Z uporem jeszcze raz chcę podkreślić, że mimo starań nie będzie wielkiego sukcesu bez przyciągnięcia do szachów elit. Powierzenie funkcji prezesa Związku Tomaszowi Sielickiemu -  skutecznemu organizatorowi życia gospodarczego, człowiekowi posiadającemu wysoką pozycję społeczną - powinno ułatwić zrealizowanie tego postulatu.

    Jeśli z różnych względów ludzie z górnej półki nie wejdą w skład Zarządu PZSzach, to wzorem Fundacji na Rzecz Wspierania Szachów w Warszawie, należałoby wybitnym postaciom życia politycznego, kulturalnego i świata biznesu zaproponować udział w Radzie Programowej Związku. Nie ma wątpliwości, że skoro Profesorowie: Jerzy Buzek, Sylwester Porowski, Stanisław Gomułka, Krzysztof Zanussi, Mirosław Handke, Jerzy Woźnicki przyjęli godność członka Rady Programowej Fundacji, to inne wielkie osobistości naszego kraju zgodzą się doradzać obecnemu Prezesowi Związku.

 

  • Znacznego zwiększenia dopływu pieniędzy ze środków publicznych i prywatnych. Opinia, że można zapewnić wysoki poziom sportowy polskich szachów bez dużych pieniędzy jest nieprawdziwa, wręcz infantylna. Są dwa źródła tych środków: publiczne i prywatne. Ze względu na fakt, że szachy nie są dyscypliną olimpijską ich dostęp do środków publicznych przeznaczonych na rozwój sportu jest i będzie ograniczony.

 

Na szczęście, dostęp do dużych środków publicznych otwierają szachom ich walory edukacyjne i wychowawcze, które dotychczas nie są wykorzystywane. Jednym z najważniejszych zadań Zarządu Związku wydaje się być upowszechnienie  tych walorów w świadomości społeczeństwa i polityków. Opisy są dostępne dzięki fundamentalnym badaniom kanadyjskim i amerykańskim, opublikowanym np. w „Why Chess": http://www.edutechchess.com/whychess.html .

 

Warto też nagłośnić poglądy profesora Roberta Mundella, noblisty z 1999 roku, twórcy teoretycznych podstaw wspólnej waluty euro. Nie będzie też brakiem skromności z mojej strony, jeśli zaproponuję powołanie się na doświadczenie Fundacji przedstawiane w tekście. Wyrażam przekonanie, że nauczymy się pozyskiwać środki publiczne dla rozwoju szachów. Pomocne byłoby przyciągnięcie do szachów specjalistów od zarządzania przedsięwzięciami.

 

Dostęp do środków prywatnych nie jest łatwiejszy. Wymaga spełnienia czterech warunków:

 

1)      osobistych powiązań z ludźmi ze świata biznesu,

2)      wspomnianego przyciągnięcia do szachów elit, zwłaszcza politycznych i naukowych, z którymi chętniej niż z szachistami bratają się ludzie biznesu,

3)      nabycia umiejętności organizacji wielkich, dobrze nagłośnionych imprez szachowych, które uznane zostaną przez firmy za dobrą sposobność do reklamowania swojej marki i produktów,

4)      zaistnienia szachów w mass mediach, które zależy od pozycji naszych szachistów w świecie.

  • Poprawienia współpracy Zarządu PZSzach z klubami (fundacjami) szachowymi i zaprzestania szkodzącej szachom rywalizacji między nimi.

Kluby powinny zdawać sobie sprawę z tego, że bez silnego, sprawnego Zarządu nie poradzą sobie z rozwiązaniem ich ważnych problemów i dlatego powinny wspierać siłę jego oddziaływania. Im lepsza pozycja Zarządu, tym większe możliwości osiągania sukcesów przez kluby.

Z kolei Zarząd - sam bez klubów, niczego znaczącego nie może dokonać. Powinien też zdawać sobie sprawę z tego, że z czasem wszystkie osiągnięcia klubów zostaną przypisane Zarządowi, podobnie zresztą jak ich niepowodzenia.

  • Pielęgnowania w pamięci maksymy dawnych aktorów krakowskich „Dobrze albo źle byle z nazwiska". Nie będzie dostępu do pieniędzy publicznych i prywatnych, ani życzliwości ze strony elit, jeśli szachy nie będą hołubione przez mass media. Lepsza przy tym jest mała wpadka niż wielka cisza.

Rozdział 1. Odrzucić paliatywy

Jałowość dyskusji o wyższości ligi dojazdowej nad stacjonarną

Argumentacja na rzecz przedstawionej w tytule podrozdziału tezy jest następująca: po pierwsze, podejmowanie decyzji w sprawie systemu rozgrywek nie należy do uprawnień Zarządu PZSzach, lecz do klubów. (Dla poprawy sprawności działania kluby powinny utworzyć Zarząd Ligi, kierujący rozgrywkami wszystkich lig). PZSzach nie może o tym decydować, gdyż nie ma pieniędzy na organizowanie ligi; koszty pokrywane są przez kluby. Obowiązywać musi prosta zasada biznesowa: decyzje o wydatkach podejmuje ten, kto je ma i chce nimi pokrywać koszty rozgrywek ligowych. Myślę, że jest to wystarczający argument, aby obecny Zarząd PZSzach nie zajmował się tą sprawą. Z pełnym przekonaniem pragnę podkreślić, że stać go na pokierowanie pracami nad zbudowaniem postulowanego programu naprawy polskich szachów i rozpoczęcia realizacji przynajmniej niektórych jego punktów. Osobom szczególnie przywiązanym do pomysłu zmiany systemu rozgrywek, pragnę uzmysłowić, że ma on silne uwarunkowania finansowe. Jeśliby Zarząd podjął decyzję o zmianie systemu rozgrywek, a kluby nie miałyby pieniędzy na koszty podróży lub nie chciałyby ich wydać na ten - ich zdaniem - nieracjonalny cel, to decyzja Zarządu oznaczałaby w praktyce zawieszenie rozgrywek ligowych.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na fakt, że z racji członkostwa klubu w PZSzach, Zarząd PZSzach nie pełni funkcji zwierzchniej nad klubami. Klub, składając deklarację o wstąpienie do PZSzach, zobowiązuje się jedynie do przestrzegania statutu Związku. Oba podmioty mają osobowość prawną, są równe wobec prawa, a to oznacza, że są od siebie finansowo niezależne. Żadna ze stron nie może nakazać drugiej stronie pokrycia kosztów własnych pomysłów.

Po drugie, przywrócenie ligi dojazdowej oznaczałoby transfer pieniędzy klubowych na restrukturyzację PKP, kosztem rozwoju szachów.

Czy ktoś może dopatrzeć się, choć krzty sensu w takich poczynaniach?

Jako ekonomiście bliskie jest mi odwoływanie się w dyskusjach do empirii, prościej do faktów. Gdyby liga dojazdowa służyła podnoszeniu poziomu sportowego w szachach, to Niemcy byłyby potęgą nr 1 na świecie. A nie są. Jedyna zaleta tego systemu, to pomoc polskim arcymistrzom wiązać koniec z końcem (złośliwi mówią, że są to reparacje za szkody spowodowane wywołaniem II wojny światowej).

Rozdział 2. Założenia strategii przywrócenia przedwojennego blasku  polskim szachom.

2.1  Czy jest to choć w części możliwe?

Osiągnięcie tak sformułowanego celu np. zajmowania miejsca w pierwszej „5" na olimpiadach szachowych (przed wojną było to z reguły miejsca 1 do 3) niewątpliwie będzie trudne, ale wydaje się, że po kilku latach wykonalne, o czym świadczyć mogą następujące fakty.

W 1996 r. Polska drużyna narodowa powołana została z pominięciem wszelkich regulaminów czy zasad powoływania. Była to „autorska drużyna" dr Andrzeja Filipowicza. Zajęła w Erewaniu 36 miejsce. Po tej klęsce wprowadzony został regulamin powoływania reprezentacji, a ponadto tak się złożyło, że  KS Polonia pozyskała stosunkowo hojnego sponsora, co jej pozwoliło na stworzenie dobrej drużyny, z której większość zawodników weszła w skład drużyny narodowej. Zawodnicy byli stosunkowo dobrze wynagradzani przez klub i mogli skupić się na przygotowaniach do Olimpiady. Poprawa sytuacji materialnej większości zawodników i przestrzeganie zasad powoływania drużyny narodowej zaowocowały zdobyciem już w 1998 r. 15-go miejsca. Takie samo miejsce drużyna zdobyła dwa lata później w Stambule. Następował dalszy wzrost poziomu sportowego zawodników Polonii: Krasenkow znalazł się w pierwszej „10", a w pierwszej „100" znalazło się kilku zawodników. Ten postęp zaowocował zajęciem 13 miejsca w Bled w 2002 r., a dwa lata później 12 miejsca na Olimpiadzie rozgrywanej na Majorce. Można powiedzieć, ze pojawiło się lux in tenebris.

Marsz ku górze został skutecznie zahamowany po zwycięstwie w wyborach ekipy prezesów: Andrzeja Filipowicza i Janusza Wody oraz po odwołaniu arc. Włodzimierza Schmidta ze stanowiska selekcjonera. Wystarczyły dwa lata, aby w 2006 r. nasza drużyna narodowa zajęła 21-te miejsce, a dwa lata później 29.

Zdaję sobie sprawę z tego, że głoszenie zasady „że nie wystarczy być młodszym, aby wejść do drużyny narodowej" nie jest niczym odkrywczym, ale jeszcze do niedawna nie było to tak oczywiste. Musi obowiązywać żelazna zasada, że do drużyny narodowej w każdym roku powołuje się zawodników wg kryterium siły gry, a nie wieku. Zupełnie inną sprawą jest szkolenie młodzieży, aby miał kto zastąpić starzejących się zawodników.

Warto powołać się na przykład Ukrainy, która na początku XXI wieku stała się potęgą szachową świata. Aby to osiągnąć, nikt jednak nie opuścił drużyny jedynie dlatego, że miał więcej lat, ale dlatego, że miał niższy ranking i gorzej grał od starannie wyszkolonego zawodnika młodszego. Uważam, że jest to dobry wzór do naśladowania.

Obniżenie poziomu polskich szachistów zauważył dr Andrzej Filipowicz, który na łamach wrześniowego miesięcznika „Szachista" przyznał, że: „.........Naturalnie mężczyźni wyglądają znacznie gorzej, mając chyba najgorsze lokaty w ostatnim 20-leciu. Tylko Michał Krasenkow znajduje się w pierwszej setce (86), ponieważ w średnich openach, w partiach z zawodnikami o rankingu rzędu 2400 punktów potrafi uzyskiwać blisko 100% rezultaty. Pozostali znajdują się w drugiej setce i przykładowo od pierwszej dwudziestki świata (2725) dzieli ich od 85 do 120 p. Tak źle dawno już nie było". Koniec cytatu. Moim zdaniem, jest to zarazem samokrytyka, publiczne przyznanie się do złej i wyniszczającej polityki Zarządów z ostatnich lat wobec naszej czołówki szachowej.

Podsumowując rozważania zawarte w tym punkcie, pragnę podkreślić, że nie będzie można podnieść poziomu sportowego w polskich szachach bez przywrócenia należnego szacunku czołowym zawodnikom. Warunku nie da się zastąpić żadnym innym. Zawodnik nie może być poniżany ani dyskryminowany przez Zarząd czy przez jego poszczególnych członków - z jakichkolwiek powodów, w tym z powodu zazdrości powodowanej własnym niepowodzeniem sportowym. 

2.2 Nie pomiatać zawodnikami. Nie naruszać ich godności osobistej

Za rządów prezesów: Andrzeja Filipowicza i Janusza Wody przyjęta została zasada „braku zasad" z powoływaniem zawodników do drużyny narodowej, po to, aby wyeliminować zawodników Polonii z reprezentowania kraju. Działo się to pod hasłem „odmłodzenia drużyny narodowej". Zatrzaśnięto w ten sposób szlaban przez Michałem Krasenkowem, niewątpliwie  w tamtym czasie najlepszym zawodnikiem polskim. To jest smutne, gdyż Michał wybrał Polskę, opuszczając Związek Radziecki. Tu zmarnowano jego wielki talent. Zaszkodzono też karierze sportowej Bartka Maciei. Przyjęta zasada „braku zasad" pozwalała pomiatać zawodnikami.  

Nigdzie nie udało się dokonać upowszechnienia szachów na masową skalę (tak, aby trafiły pod strzechy), bez troski o elitę szachową. Nie ma masowego grania w szachy bez zawodników należących do czołówko światowej. Dzieje się to z dwu powodów: pierwszym jest poszukiwanie idola przez dzieci i młodzież, drugim jest zainteresowanie ze strony polityków i biznesmenów tą dyscypliną sportową, która odnosi światowe sukcesy, ( jeśli nawet nie jest to piłka nożna). Na potwierdzenie słuszności tych hipotez przytoczyć można fakt, że po zdobyciu tytułu mistrza Europy w szachach przez Bartłomieja Macieję, został on zaproszony na spotkanie przez Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydent chciał się dowiedzieć, co się takiego w polskich szachach stało, że Polak został mistrzem Europy. Inna sprawa, że nikt nie poszedł za ciosem; zainteresowanie Prezydenta szachami nie zostało wykorzystane przez ówczesny Zarząd PZSzach. Jeśli znowu będziemy mieć mistrza Europy, czy zawodnika z pierwszej „10" lub osiągającego sukces w rozgrywkach o Puchar Świata, możemy być pewni, że nie będziemy mieć powodów do narzekania na elity za brak zainteresowania szachami. Nie będzie też brakować nam pieniędzy. Trzeba być w czołówce.

Podsumowując ten punkt, pragnę podkreślić, że nie ma silnych szachów bez troski o ich rozwój ze strony elit politycznych, biznesowych, świata nauki i kultury, ale nie można ich też mieć be troski Zarządu o elitę szachową. Z kolei, nie można oczekiwać troski o zawodników nie osiągających sukcesów sportowych na poziomie światowym. Jest to typowy przykład dodatniego sprzężenia zwrotnego, czyli takiego, kiedy skutek podtrzymuje przyczynę.

2.3 Poprawić status materialny czołowych zawodników.

Wskutek  zazdrości i nieudolności niektórych członków byłych zarządów, czołowi zawodnicy polscy - choć ze względu na wrodzone uzdolnienia mogliby brylować w nauce, administracji, biznesie lub w szachach - zmagają się z trudnymi warunkami materialnymi. Większość klubów klepie biedę, a w nich ich zawodnicy. Członkowie Zarządu Związku, czy związków wojewódzkich, nie posiadając własnej wysokiej pozycji społecznej, ani nie zajmując jej w życiu politycznym czy gospodarczym, nie mogli - choć nie wiadomo czy chcieliby - poprawiać warunki materialne zawodników. W tym miejscu pragnę podkreślić, że o części członków byłych Zarządów, na tle osób tworzących Zarząd PZSzach w okresie przedwojennym,  można za Lwem Tołstojem powiedzieć „Ciemna potęga"(wyd.ros.1887r.) lub „Potęga ciemnoty" (wyd.pol.1900), albo za znanym filmem Spilberga „Stojący po ciemnej stronie mocy". Pojęcia te w powieści Tołstoja i w filmie „Gwiezdne wojny" oznaczają chorobliwą niechęć uczynienia komuś czegoś dobrego, przyjścia komuś z pomocą.

Podniesienie poziomu szachowego wymaga zapewnienia przez PZSzach, związki wojewódzkie i kluby stypendiów na poziomie płacy minimalnej każdemu zawodnikowi posiadającemu ranking ELO 2625 i więcej (kobiety: ELO 2400 i więcej). Chodzi o to, że zawodnik o takim rankingu nie może pracować na całym etacie; płaca minimalna byłaby zasiłkiem na pokrycie minimalnych kosztów egzystencji, po to by mógł pracować nad szachami i zbliżyć się do ELO 2700 lub przekroczyć tę granicę.

Dodatkowe dochody powinny być uzależnione od wyników,  np. posiadanego rankingu powyżej 2625, sukcesów w indywidualnych MP, wyników w indywidualnych mistrzostwach Europy i świata, drużynowych ME i świata. Część gratyfikacji powinna być przekazana w postaci opłat za konsultacje z wybranym przez zawodnika i zatwierdzonym przez Zarząd trenerem. Upominając się o poprawę warunków materialnych czołowych szachistów, nie można nie przestrzegać zasady, że zawodnicy z kadry muszą czuć na karku oddech utalentowanej młodzieży. Trzeba wypracowywać koncepcję jej szkolenia przez światowych trenerów, zwłaszcza rosyjskich, ukraińskich, armeńskich (w Polsce nie ma trenerów zdolnych wprowadzić geniusza szachowego na Olimp). Trzeba stale pamiętać, że tworzenie silnych szachów wymaga, aby wykres ich składu osobowego przypominał piramidę. Oznacza to, że troska o najlepszych niewiele da, jeśli dzieci i młodzież nie będą masowo grać w szachy, nie będą stanowić podstawy piramidy.

2.4 Wprowadzić do Zarządu wybitnych przedstawicieli świata biznesu, polityki, kultury i nauki.

Pierwszy krok został już zrobiony, a mianowicie pomocna będzie wysoka pozycja społeczna i biznesowa obecnego Prezesa, aby inni chcieli dołączyć. Przede wszystkim nie utrudniajmy nowemu Prezesowi naszymi kłótniami i działaniami spiskowymi realizacji programu naprawy polskich szachów. Istnieje potrzeba szukania zgody, bowiem wiadomo od wieków, że „concordia parrae res crescunt, discordia maximae dila buntur" (zgodą rosną małe sprawy, niezgodą największe się rozpadają). Wspierajmy Jego działania na miarę naszych sił. Pamiętajmy, że dla misji naprawy polskich szachów porzucił on kierowanie wielkim biznesem. Nie przypominajmy stoczniowców, aktywnie zaangażowanych w rujnowanie stoczni, czy górników rujnujących kopalnie.

W tym miejscu warto wspomnieć skład Zarządu z 1939 r. (wg prof. Tadeusza Wolszy): Prezes - generał Kazimierz Sosnowski; członkowie: płk Kazimierz Grabisz, Bronisław Nakoniecznikoff - Klukowski - woj. warszawski, Stefan Starzyński - prezydent Warszawy, Kazimierz Piłsudski, Józef Rogoziński - prezes NIK, Dawid Przepiórka - wybitny arc., Samuel Rosenblatt - finansista, dr Henryk Gruber - prezes PKO BP, Karol Irzykowski - wybitny pisarz i krytyk literacki, wysoki urzędnik państwowy, gen Sergiusz Zamorski, płk dr Marian Steifer - kapitan sportowy Związku, Witold Grafowski - minister sprawiedliwości. Większość z tych nazwisk znaleźć można w podręcznikach historii Polski.

Za ponownym postawieniem na elity przemawia fakt, że szachy, wraz z kulturą chrześcijańską przyszły do nas z Zachodu, trafiając do kurii biskupich (Biskup Ignacy Krasicki był pierwszym autorem podręcznika szachowego w Polsce) oraz na dwory magnackie. Natomiast obserwowany wzrost poziomu i zasięgu gry szachowej w XIX w. łączył się z powstaniem warstwy bogatego mieszczaństwa i przeniesieniem się szachów do ich domów i domów szlacheckich. Dość przypomnień, że Nepomucen Krupski, autor wydanej w 1835 r. „Strategii Szachowej", zarazem dziennikarz „Gazety Warszawskiej", napisał, że nie zauważył w Warszawie „porządniejszego domu, w którym nie umiano by grać w szachy". Wskazał m.in. na nazwiska znakomitych rodów: Ogińskich, Tyszkiewiczów, Wałkowiczów, Wielohorskich, Branickich, Rzewuskich, Ostrowskich, Manczyńskich, Ledóchowskich, Niemojewskich, Świejkowskich, Roztworowskich (za Tadeuszem Wolszą).

 

Nigdzie w Europie nie wykształciły się silne szachy w państwach demokratycznych bez opieki ze strony elit lub dyktatorów w państwach totalitarnych.

2.5 Zaprzestać marnowania pieniędzy na zgrupowania kadry

Jedną z przyczyn słabości obecnych polskich szachów - w porównaniu z przedwojennymi - jest wydawanie pieniędzy na zgrupowania kadry. W latach trzydziestych, przed olimpiadą warszawską, trenerem kadry był wielki szachista praktyk i teoretyk, dziennikarz, jeden z najwybitniejszych indywidualistów w dziejach szachów w pierwszej połowie XIX w, Ksawery Tartakower. W ramach przygotowań pracował indywidualnie z członkami drużyny narodowej, a ponadto rozgrywał z nimi publiczne mecze np. z Najdorfem w Toruniu czy Friedmanem we Lwowie.

Zgrupowania szachowe kadry nie mają sensu, gdyż powołany zawodnik nie chce odkrywać swoich nowinek przed kolegami konkurentami do nominacji, czy do grania na wyższej szachownicy. Trzeba przejść na przygotowania indywidualne przed Olimpiadą i Pucharem Świata, zatrudniając wybitnych zawodników-emerytów z innych krajów np. z Ukrainy, Armenii, Rosji.

Celem zgrupowań przed ważnymi zawodami międzynarodowymi (Mistrzostwa Europy i Świata) powinno być poprawienie kondycji fizycznej, zapewnienie indywidualnych konsultacji z dobrym psychologiem sportu i dietetykiem, czy fizjologiem.  

2.6 Zwiększyć troskę o staranne wykształcenie najlepszych szachistów  

Jeśli chce się poważnie traktować rozwój szachów w Polsce, trzeba zadbać o wszechstronną edukację młodych adeptów sztuki szachowej. Przede wszystkim trzeba odejść od haniebnej, rujnującej przyszłość zawodową szkolonych szachistów, praktyki  przenoszenia zdolnych dzieci do słabych szkół, po to, aby dobrze grały w szachy. Zauważmy, że najlepsi w Polsce szachiści mają wyższe wykształcenie. Ponadto, jeśli zawodnik nie radzi sobie ze szkołą, nie poradzi sobie z szachami. W szachach - inaczej niż w sportach siłowych - nie wystarczy osiągać wyniki światowe, aby być zaproszonym „na dwory". Trzeba być „kimś". Warto przypomnieć, że zapraszany „na dwory" Ksawery Tartakower - doktor prawa - pisał w następujących językach : angielskim, rosyjskim, niemieckim, francuskim. Tłumaczył poezję rosyjską na język francuski i niemiecki. Gospodarz spotkania miał radość z rozmowy z takim człowiekiem.

Dawid Przepiórka, po studiach matematycznych na UW, pogłębiał je najpierw w Getyndze, a później w Monachium. Był właścicielem jednej z najbardziej lubianych i największych restauracji w Warszawie.

Wielki szachista - jak już wspomniałem - to musi być „ktoś", a nie drwal przesuwający drewno po szachownicy. Po wojnie ze względów politycznych, wszystko się zmieniło na niekorzyść: elity zniknęły z aktywnego życia szachowego, a wraz z nimi wielcy szachiści zniknęli z horyzontu. Jak to podkreślałem, ludzie z pierwszych stron gazet niezbędni są do afirmacji ruchu szachowego, co stwarza możliwość tworzenia warunków materialnych dla upowszechniania szachów i godnego życia wybitnych arcymistrzów.

Pozyskanie do Zarządu osób równych pod względem zajmowanych pozycji do tworzących Zarząd przed wojną będzie trudne, choć pozytywne zmiany są możliwe. Dlatego przejściowo proponuję rozwiązanie zastępcze, a mianowicie powołanie Rady Programowej przy Prezesie PZSzach, składającej się z wybitnych przedstawicieli świata kultury, nauki i biznesu. Pragnę podkreślić, że powołanie Rady Programowej „Fundacji na Rzecz Wspierania Szachów w Warszawie", w skład której wchodzą m. in. wybitny fizyk Profesor Sylwester Porowski (przewodniczący Rady); Marek Borowski - b. Marszałek Sejmu; Profesor Jerzy Buzek - Przewodniczący Parlamentu Europejskiego; Profesor Stanisław Gomułka; Mirosław Handle - b. Minister Edukacji; Profesor Jerzy Woźnicki - Dziekan Fundacji Rektorów Polskich, Krzysztof Zanussi, poprawiło możliwości skutecznego działania Fundacji. Powołanie Rady nie wymagało pieniędzy; ważniejszy był pomysł takiego przedsięwzięcia.

Taka Rada nie musi działać operacyjnie, wystarczy, że afirmuje ona ruch szachowy w Polsce, wypowiadając się publicznie nt. wychowawczych i edukacyjnych walorów szachów. Często słyszę takie zdanie „skoro oni są w Radzie Fundacji szachowej, to coś w tych szachach musi być". Prestiżowa Rada przy Prezesie PZSzach pomocna byłaby w znalezieniu hojnego sponsora dla Drużyny Narodowej oraz dla jej zaplecza - uzdolnionej młodzieży. Podpowiadałaby jak dotrzeć np. do pieniędzy unijnych na szachy. Byłaby też pomocna we wprowadzaniu czołowych zawodników na dwory. Przed wojną polscy szachiści brylowali w świecie szachowym i dlatego często zapraszani byli na partyjkę przez przywódców państwa do swych domów. To jedna z tajemnic wykształcenia się przedwojennego blasku polskich szachów i bez naśladownictwa tamtych działań trudno będzie o podobny sukces.

2.7 Wprowadzić nauczanie grania w szachy w szkołach, wyższych    uczelniach pedagogicznych i seminariach duchownych.

2.7.1 Zasadność nauczania grania w szachy uczniów szkół podstawowych i  średnich.

Wynika ona z :

1.      korzystnego wpływu grania w szachy przez dzieci i młodzież na rozwój wrodzonych zdolności matematycznych. Nawet małe dzieci mogą polubić matematykę, jeśli jej nauczanie będzie zabawą wykorzystującą szachy;

2.      faktu, że granie w szachy uczy młodego człowieka konieczności współzawodniczenia, wyrabia ambicję oraz gotowość do ponoszenia trudu, a nawet poświęceń dla osiągnięcia celu; wyrabia też cechy określane pojęciem rygoryzmu, charakterystycznego Niemcom, Anglikom, mieszkańcom krajów nordyckich, Holendrom, Japończykom;

3.      faktu, że granie przez dzieci i młodzież w szachy, wydłuża czas spędzony z rodzicami (rodzice dowożą dzieci na trening, obserwują ich zmagania i zachowanie w trudnych sytuacjach) oraz zapewnia kontakt z trenerami - najczęściej idolami sportowymi). Skutkuje to zmniejszeniem uzależnień od alkoholu, narkotyków, palenia papierosów, komputera;

 

4.      gotowości poświęcenia więcej czasu  na naukę języka angielskiego, który jest międzynarodowym językiem szachistów. Dla dzieci grających w szachy język angielski staje się potrzebny wcześniej niż innym dzieciom. Wykłady i analizy prowadzone będą przez Internet w języku angielskim;

5.      wyrabiania okazji do wczesnego spotykania się na turniejach z rówieśnikami pochodzącymi z innych krajów, różniących się często kolorem skóry, religią. Dzieci pozbywają się w ten sposób, często wyniesionych z domu, fobii czy niechęci do posługujących się innymi językami, mających inny kolor skóry, praktykujących inne wyznania;

6.      potrzeby tworzenia wielkiej bazy zawodniczej, z której wyrastać będą utalentowani zawodnicy - idole młodzieży.

Pragnę zwrócić uwagę na to, że dzieci, które grają w szachy, częściej i dłużej od niegrających przebywają z ważnymi dla nich osobami dorosłymi. Dotyczy to nauczycieli szachowych, przeciwników w turniejach szachowych, a zwłaszcza rodziców. Szczególnie znaczenie ma fakt, że dzieci takie częściej jedzą z rodzicami wspólnie kolację, opowiadają o sukcesach i niepowodzeniach, radząc się w wielu sprawach. Według badań Columbia University z lat 2000-2006 na grupie 1000 dzieci w wieku 12-17 lat, dzieci, które nie jedzą wspólnie kolacji z rodzicami czy opiekunami, ponad dwa razy częściej przyznają, że próbowały papierosów lub marihuany, półtora razy częściej, że piły alkohol, a średnio dwa razy w miesiącu upijały się.

Na zakończenie tego punktu, pragnę zwrócić uwagę, aby PZSzach, związki wojewódzkie i kluby były uczulone na postrzeganie talentów, w tym wywodzących się z rodzin biednych., aby nie ginęły. Kraj nie potrafiący odkryć i zagospodarować talentów, skazany jest na pełzanie za innymi. Dzieci szczególnie uzdolnione np. zdobywające tytuł mistrza międzynarodowego do 16 roku życia powinny być otaczane indywidualną opieką trenerską, a także psychologa sportu. Do znudzenia warto podkreślać, że ważną misją sportu szachowego powinno być wyrównywanie szans rozwojowych w górę, aby w ten sposób zapobiegać powstawaniu dystansu społecznego. Nic tak nie powinno cieszyć, jak wyrwanie dziecka z biedy i stworzenie mu równych szans rozwojowych. Masowe nauczanie grania w szachy dzieci i młodzieży jest jednym z ważnych sposobów poprawy instytucji nieformalnych w rozumieniu Douglasa Northa (Nobel 1993 za prace o znaczeniu instytucji formalnych i nieformalnych). Wysoki poziom instytucji nieformalnych ułatwia procesy modernizacyjne kraju.

2.7.2 Zasadność nauczania - na zasadzie dobrowolnego wyboru - studentów uczelni pedagogicznych.

Nauczanie powinno prowadzić do uzyskania kwalifikacji instruktorskich, a następnie trenerskich i uzyskania dyplomu studiów podyplomowych, po zdaniu odpowiednich egzaminów. Osoby te po rozpoczęciu pracy w szkołach, ze środków dostępnych szkołom, będą mogły nauczać grania w szachy w ramach zajęć fakultatywnych obejmujących uczniów III, IV, V, VI klasy szkoły podstawowej i I klasy liceum.

2.7.3 Zasadność nauczania - na zasadzie dobrowolności wyboru - alumnów seminariów duchowych                                                      

Zdobycie kwalifikacji instruktorskich, a następnie trenerskich, umożliwiłoby przede wszystkim osobom duchownym nauczanie grania w szachy dzieci i młodzieży w świetlicach parafialnych. Zdobycie wspomnianych kwalifikacji i uprawnień do nauczania szachów umożliwiłoby też księżom - katechetom - nauczania szachów w szkołach. Mamy przykłady bardzo dobrej współpracy z katechetami w nauczaniu szachów. Niemniej ważne jest to, że przyciągnięcie księży do nauczania szachów podniosłoby poziom intelektualny całego środowiska szachowego. Gdyby się to udało - niechlubna praktyka przenoszenia uczniów do słabych szkół jedynie po to, aby mogły się uczyć gry szachowej - zawędrowałaby do lamusa.

2.8 Nabycie umiejętności pozyskiwania środków unijnych na nauczanie dzieci i młodzieży grania w szachy ( chodzi o EFS) 

Pieniądze na upowszechnianie gry szachowej poprzez nauczanie jej nauczycieli i uczniów dostępne są w ramach „Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki". Aplikacje składane powinny być w regionalnych ośrodkach EFS. Przykładowe wyniki konkursu na te środki dostępne na stronie (http://maciejkarasinskiedukacja.blog.onet.pl ). Inny program opracowała i składa Fundacja.

Rozdział 3. Inne ważne warunki rozwoju szachów w Polsce

3.1 Usprawnienie współpracy pomiędzy Zarządem PZSzach ( i Zarządami     Związków wojewódzkich) i klubami.

Pomyślna realizacja opracowanego i przyjętego przez Zarząd PZSzach programu przywrócenia przedwojennego blasku polskim szachom - oprócz spełnienia wielu warunków, w tym wymienionych w rozdziale 2 - wymaga racjonalnie zorganizowanej współpracy klubów z Zarządem PZSzach i zarządami wojewódzkimi. Pragnę podkreślić, że uczciwa konkurencja między klubami (fundacjami, UKS-ami) w realizacji programu jest nie tylko dopuszczalna, ale konieczna. Konkurencja jest bowiem źródłem rozwoju intelektualnego każdego człowieka, a także rozwoju społecznego i ekonomicznego kraju. Im więcej silnych, konkurencyjnych z sobą klubów, tym lepiej dla rozwoju szachów, podobnie jak wzrost dobrych przedsiębiorstw jest źródłem sukcesu kraju. Niedopuszczalna jest natomiast - jak to miało do niedawna miejsce - konkurencja PZSzach i wojewódzkich związków szachowych z głównymi podmiotami realizującymi program, a więc klubami i fundacjami.

Osłabienie PZSzach czy związków wojewódzkich  przez kluby jest kopaniem dołków pod sobą. Słaby Zarząd - w dodatku rozdarty wewnętrznymi waśniami - w niczym nie może pomóc klubom. Bez pomocy cieszącego się dobrą opinią w kraju i za granicą Zarządu, można zapomnieć o zleceniu przez ECU lub FIDE organizacji atrakcyjnej imprezy szachowej w Polsce, co potwierdzić mogą władze Poznania po zlekceważeniu ich starań o organizację Olimpiady (kto bojkotuje - jak Zarząd PZSzach w 2005 roku - imprezę organizowaną przez ECU, nie może liczyć na imprezę organizowaną przez FIDE). Przy słabym Zarządzie można zapomnieć o przychylnej szachom prasie, życzliwości Ministerstwa Sportu i Turystyki. Tylko wskutek braku liczącej się pozycji Zarządu PZSzach, mogło dojść do likwidacji punktów za wyniki sportowe osiągane w mistrzostwach Polski do lat 20. Przy słabym, nie mającym swojej pozycji Zarządzie, nie można też oczekiwać przychylności elit dla szachów. W interesie klubów leży zatem umacnianie pozycji Zarządu np. przez dobrą organizację imprez, szkolenie młodzieży itp..

Z drugiej strony, nie mniejszą głupotą byłoby osłabienie np. ze względów ambicjonalnych pozycji klubów (fundacji) przez Związek, czego doświadczyła np. Fundacja w 2005 roku, kiedy to Zarząd zwrócił się do wszystkich europejskich federacji z haniebnym apelem o zbojkotowanie ME organizowanych przez Polskę - za zgodą Polskiej Konfederacji Sportu. Ponadto, prezes Filipowicz zwrócił się z osobistym apelem do Prezydenta FIDE o pomoc w bojkotowaniu ME, przypominającym formą wysyłane w 1792 roku do Katarzyny II przez S. Sz. Potockiego, F. K. Branickiego, Sz. Kossakowskiego, S. Rzewuskiego apele o wejście wojsk do Polski i zapobieżenie reformom Sejmu Czteroletniego. Bez silnych klubów Zarząd może mieć dorobek w sferze regulacyjnej, ale nigdy w sferze realnej. Nie rozwiąże żadnego z ważnych problemów przybliżających nas do czołówki świata.

Czego w szczególności nie powinien czynić Zarząd Związku oraz Zarządy związków wojewódzkich?

-     konkurować z klubami i fundacjami o sukces. Wręcz przeciwnie, powinny wspierać wszystkich, którzy mają sukcesy;

-     dyskredytować polskich podmiotów szachowych na arenie międzynarodowej, ani w urzędach państwowych czy samorządowych;

-      próbować narzucać opłaty za poparcie w staraniach klubów (fundacji) o środki publiczne. Uleganie takim naciskom oznaczałoby korupcję, gdyż uzyskane środki publiczne na realizację zadań mogą być wydawane jedynie zgodnie z wnioskiem (wniosku zawierającego opłatę za podpis nie przyjmie żaden urząd);

-     podejmować prób interwencji w wewnętrzne sprawy klubów np. w sposoby organizacji imprez szachowych czy dobór ludzi realizujących projekty. Nie powinien „wciskać" osób zaprzyjaźnionych, nie mających doświadczenia, czy nawet przygotowania do organizacji wielkich przedsięwzięć.

Jakie opłaty są zasadne?

  • za pomoc w uzyskaniu środków prywatnych, jeśli tak stanowi wcześniejsza umowa;
  • za zlecenie podmiotowi organizacji imprezy wygranej przez PZSzach w przetargach otwartych FIDE, ECU lub innych konkursach. Zgodnie z prawem, wybór organizatora bezpośredniego imprezy jest legalny i dokonywany przez PZSZach w przetargu otwartym.

Zarząd nie może jednak pobierać takiej opłaty, jeśli FIDE lub ECU po ustalonym terminie aplikowania, zgłosiły się bezpośrednio do klubów (fundacji), jak to miało miejsce w 2005 roku.

Podsumowując, dobra współpracy Zarządu z klubami i odwrotnie przypomina dodatnie sprzężenie zwrotne: osiągnięcia klubów wzmacniają sukces Zarządu Związku, a osiągnięcia Zarządu ułatwiają sukcesy klubów w prowadzonej działalności szkoleniowej i sportowej. Dobra współpraca wymaga - jak o tym była mowa - przestrzegania zasady, że Zarząd nie ma prawa zwierzchności nad klubami.

3.2 „Dobrze albo źle byle z nazwiska" Pozyskiwanie zainteresowania i życzliwości mass mediów.

To znane powiedzenie dawnych aktorów krakowskich w pełni odnosi się do działalności Związku i związanych z nim klubów (fundacji). Współcześnie, nie można liczyć na: a) wsparcie finansowe podmiotów prywatnych, ale również publicznych; b) zainteresowanie daną dyscypliną sportową ze strony elit; c) przyciągnięcie dzieci i młodzieży do grania w szachy - bez możliwości  zaistnienia w mediach (nawet malutki skandalik jest bardziej korzystny od wielkiej ciszy).

Sposoby pozyskiwania przychylności i zainteresowania mass mediów:

 

  • podnoszenie poziomu czołówki zdolnej do osiągnięcia sukcesów międzynarodowych;
  • umiejętność organizowania wielkich imprez szachowych;
  • zdolność zorganizowania turnieju kołowego kat 18-19
  • zapewnienie udziału w turniejach wybitnych osobistości;

Żyjemy w czasach, w których bez zainteresowania i życzliwości mass mediów, żadne wielkie przedsięwzięcie społeczne, jakim jest niewątpliwie rozwój szachów, nie może się udać.

Zainteresowanie mass mediów szachami zależeć będzie w największym stopniu - jak o tym pisałem wyżej - od osiąganych wyników sportowych, życzliwości dla nich ze strony elit, ale także społeczeństwa. W ostateczności, to ono decyduje o wielkości nakładu gazety, czy o tak zwanej oglądalności lub słyszalności. Jeszcze raz podkreślam, że zainteresowanie społeczeństwa oraz życzliwość mediów, zależą głównie od osiąganych wyników sportowych. Żadne z mediów nie odważyłoby się - pod groźbą utraty widzów, słuchaczy czy też czytelników - na nieinformowanie nas o wyczynach sportowych np. lekkoatletów na MŚ, a kilka lat temu Małysza w skokach narciarskich. Każdy działacz doświadczył, że bez zainteresowania mass mediów, nie można pozyskać ofiarności sponsorów, a bez niej nie można pokryć niezbędnych kosztów nawet małego przedsięwzięcia.

Zwracam uwagę na fakt, że mass media mają i zachowają charakter komercyjny, co oznacza, że z reguły nie interesują się misją, jaką mogą spełnić szachy w wychowaniu młodzieży, lecz zainteresowaniem szachami ze strony czytelnika, słuchacza, telewidza. Zainteresowanie to jest mierzone m.in. liczbą osób telefonujących, wysyłających listy tradycyjne i elektroniczne, bądź sms-y w sprawach szachowych, wejść na strony internetowe  PZSzach, związków wojewódzkich i klubów. Dlatego przez nadzwyczajną ekspresję zainteresowania szachami ze strony szachistów i działaczy, można by przejściowo zwiększyć zainteresowanie nimi mass mediów w większym stopniu, niż by to wynikało z aktualnego zainteresowania społeczeństwa. Konieczne zatem wydaje się „bombardowanie" mass mediów przez społeczność szachową. Tymczasem, opowiedział mi kiedyś Tomasz Lissowski, że w czasie czteroletniego okresu redagowania kącika szachowego w „Rzeczpospolitej", Redakcja otrzymała sześć listów na jego temat ; cztery obojętne i dwa bardzo krytyczne. Po ostatnim napisanym przez jednego z byłych znanych organizatorów imprez szachowych w Polsce, Redakcja zamknęła „kącik szachowy„. Niestety tacy jesteśmy i dałby Bóg, abyśmy się zmienili.

Na pozyskiwanie środków finansowych, a tym samym na rozwój szachów, nie mają większego, pozytywnego wpływu periodyki szachowe, gdyż nie są czytane przez świat biznesu. Prasa ta powinna skupiać się zatem na problematyce merytorycznej tj. powinna zamieszczać analizy aktualnie granych, najlepszych krajowych i zagranicznych partii, angażując do ich komentowania wybitnych szachistów światowych. Związane z ich dopraszaniem problemy finansowe, mogą po części być rozwiązywane drogą współpracy tych periodyków z naszymi szachistami, utrzymującymi bliskie kontakty z szachistami z szerokiej czołówki światowej, pracującymi w Polsce trenerami zagranicznymi oraz organizatorami międzynarodowych imprez szachowych. Wspomnę, że dotychczas żaden z redaktorów nie poprosił mnie o pomoc w pozyskiwaniu komentarzy napisanych przez wybitnych zagranicznych szachistów grających w drużynie Polonii, lub startujących w turniejach organizowanych przez Fundację.

Ze względu na brak podręczników oraz ich wysoką cenę, doradzałbym też redaktorom rozbudowę działu szkoleniowego, w którym zamieszczone byłyby za zgodą wydawców przedruki fragmentów najlepszych podręczników oraz rady najlepszych polskich szachistów. Doradzałbym też wykorzystanie ogromnych możliwości stwarzanych przez telewizję internetową „Pino". Namawiałbym do ograniczenia działu polemik, gdyż wskutek niskiego poziomu kultury prowadzonych dyskusji w niektórych naszych periodykach, licznych pomówień, niestarannego doboru słów, trenerzy ze względów wychowawczych nie mogą polecać naszych periodyków dzieciom.

Nie mam wątpliwości, że niektóre periodyki szachowe zaszkodziły polskim szachom, odpychając od nich elity, w tym biznesowe oraz mass media, przez publikowanie niewybrednych pomówień oraz innych materiałów zohydzających środowisko szachowe. Nie można mieć wątpliwości, że nikt nie będzie chciał uczestniczyć w wydarzeniach szachowego „piekiełka". Poczeka aż samo się wypali.

Przeglądając wycinki ze starych gazet (liczące 15-20 lat) spostrzegłem, że chociaż z braku wielkich wyników nie było wielkiego zachwytu naszą dyscypliną sportu, to w „Rzeczpospolitej" - oprócz wiadomości zauważyć można wywiady problemowe. „Gazeta Stołeczna" nie stroniła tak jak to czyni obecnie od szachów. Byliśmy często gośćmi „Kuriera Warszawskiego".

Trzeba jednak patrzeć na świat z optymizmem. Jeżeli pojawią się znaczące wyniki sportowe, trafimy do szkół, będziemy organizować udane imprezy, przekonamy do szachów elity, potrafimy ze sobą współpracować, to mass media ponownie staną się dla nas życzliwe.      

3.3. Przywrócenie dawnych uprawnień.

Zarząd, korzystając z rozpoznawalności Prezesa w świecie polityki i administracji, powinien skupić się na przywróceniu utraconych - wskutek nieudolności poprzednich zarządów - uprawnień.

Przede wszystkie chodzi o decyzję Ministra Sportu i Turystyki o wyłączeniu Mistrzostw Polski do lat 20-tu z systemu punktacji współzawodnictwa sportowego, której przesłanką była koncentracja pieniędzy publicznych na rozwój sportów olimpijskich. Dyscypliny olimpijskie, mające otwarty dostęp do mass mediów, w tym wskutek zainteresowania  nimi polityków „z najwyższej półki", mają stosunkowo łatwy, przynajmniej potencjalnie, dostęp do środków prywatnych.

Wszyscy chcemy, aby dzieci chciały grać w szachy i odnosiły sukcesy w międzynarodowym współzawodnictwie sportowym. Jest oczywiste, że dzieci muszą mieć dobrych trenerów szachowych, a szkoły muszą się angażować w procesy nauczania grania w szachy. Ale to nie wystarczy. Dzieci, aby chciały grać w szachy i tym samym pogłębiać zainteresowania matematyczne, muszą uczestniczyć we współzawodnictwie sportowym i mieć możliwość naśladowania idoli - wybitnych młodych arcymistrzów. Nie będą mogły ich naśladować, jeśli takich arcymistrzów nie będzie. A nie będzie bez zmiany decyzji Ministra Sportu, gdyż tytuł arcymistrza, poza nielicznymi wyjątkami, zdobywa się po 18 roku życia (20-25). Decyzja Ministra Sportu, ograniczająca dostęp sportowca po ukończeniu 18 roku życia do środków publicznych, przekreśla karierę sportową zdolnej młodzieży grającej w szachy z wszystkimi wymienionymi skutkami. Bez zmiany tej decyzji, szachy nie odzyskają przedwojennego blasku. Decyzję Ministra traktuję jako skandaliczną i apeluję o jej krytykę przy okazji spotkań z mass mediami.

Jest jeszcze wiele innych argumentów na rzecz przywrócenia punktowania wyników osiąganych w MP do lat 20 do punktacji dyscyplin sportowych.. Kariera szachowa może pomóc wyrównywać szanse rozwojowe dzieci z biednych czy wręcz wykluczonych rodzin, gdyż dzięki osiąganym rezultatom szachowym, awans społeczny młodzieży w dużym stopniu nie będzie zależał jedynie od wychowania domowego i statusu majątkowego rodziny, ale także od wrodzonych uzdolnień i pracowitości. Wrodzone uzdolnienia odkrywane są skuteczniej przez szachy niż przez szkołę. Liczne badania wskazują, że prymus rzadko jest geniuszem, a jedynie człowiek bardzo uzdolniony może zostać wybitnym szachistą. Sukces w szachach wymaga wrodzonych uzdolnień matematycznych, pracowitości i wytrwałości. Decyzja Ministra Sportu jest zatem sprzeczna z polityką państwa nakierowaną na wyrównywanie szans rozwojowych wszystkich dzieci.

3.4. Uznanie szachów za sport zespołowy.

Szachy są sportem nie tylko indywidualnym, ale również zespołowym. Wskutek zaliczenia szachów wyłącznie do sportu indywidualnego, tracą one dostęp do części środków publicznych. Przykładowo, w Warszawie, kluby nie mogą ubiegać się o środki na pokrycie kosztów udziału drużyny szachowej we współzawodnictwie drużynowym.

Szachy są grą zespołową, gdyż wynik meczu odnosi się do całej drużyny i nie jest sumą punktów zdobytych przez poszczególnych zawodników. Za zwycięstwo drużyna otrzymuje 2 pkt, za remis 1 pkt, za przegrany mecz 0 pkt. Suma punktów zdobytych w walce przez poszczególnych zawodników stanowi jedynie punktację uzupełniającą na wypadek, gdyby jakieś drużyny uzyskały tę sama liczbę punktów. Punktacja pomocnicza w szachach jest również w istocie rezultatem zespołowej gry całej drużyny, gdyż inaczej niż np. w boksie czy zapasach, gdzie zawodnicy walczą parami, drużyny zasiadają naprzeciw siebie tzn. wszyscy zawodnicy walczą równocześnie z wszystkimi zawodnikami drużyny przeciwnej. Każdy zawodnik musi śledzić bieg wydarzeń na wszystkich szachownicach i dla uniknięcia ryzyka przegrania meczu, proponować remis, zamiast walczyć o zwycięstwo w pozycji obiektywnie wygranej. Dla dobra drużyny zawodnik poświęca zatem indywidualne punkty w międzynarodowej klasyfikacji rankingowej FIDE. Decyzja kapitana drużyny o przyjęciu remisu na danej szachownicy jest wiążąca i indywidualny interes zawodnika nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia, jeśli remis oznacza sukces drużyny. Podobnie, w pozycji remisowej, zawodnik musi podjąć walkę o wygranie partii, ryzykując porażkę, jeśli to ta partia decyduje o sukcesie drużyny.

Podstawowa różnica między szachami i innymi dyscyplinami zaliczanymi do sportów indywidualnych polega na tym, że w szachach każdy zawodnik musi poświęcać dobro własne dla dobra wspólnego. Wynik końcowy meczu jest owocem wspólnej strategii i kolektywnej postawy. Innymi słowy, zależy on od zachowań zespołowych wszystkich członków drużyny.

Zrealizowanie proponowanego postulatu znacząco polepszyłoby sytuację finansową klubów szachowych. To kolejne wyzwanie przed PZSzach.

3.5. Podjęcie starań o przyznanie Związkowi statusu organizacji pożytku publicznego.

3.5.1.      Pieniądze z realizacji zadań pożytku publicznego.

Na mocy art. 13 ustawy z dnia 24.04.2003 r. o działalności pożytku publicznego, prezydenci i burmistrzowie oraz wójtowie gmin, poczynając od 2004 roku, ogłaszają otwarte konkursy ofert na realizację zadań publicznych w zakresie upowszechniania kultury fizycznej i sportu w zakresie: organizacji imprez sportowo-rekreacyjnych adresowanych do mieszkańców miast i gmin; organizacji imprez sportowych; szkolenia i współzawodnictwa sportowego, zwłaszcza dzieci i młodzieży; szkolenia i współzawodnictwa sportowego oraz rekreacji ruchowej osób niepełnosprawnych; szkolenia i doskonalenia kadr kultury fizycznej; aktywnego wypoczynku dzieci i młodzieży podczas ferii szkolnych i w czasie wolnym od zajęć.

Zgłaszać propozycję zadań pożytku publicznego oraz stawać do przetargu o ich realizację mogą wszystkie organizacje pozarządowe, w tym tworzące nasz Związek, a nie tylko organizacje pożytku publicznego. Z doświadczenia wiem jednak, że status opp ułatwia pozyskiwanie tych środków.

Za bardzo ważne, jedno ze strategicznych zadań Związku, uznać należy aktywne uczestnictwo związków wojewódzkich, klubów i sekcji szachowych w kształtowaniu lokalnych, miejskich i gminnych programów zadań pożytku publicznego i ich realizacji. Udział w realizacji zadań publicznych jest w obecnej sytuacji potencjalnie najskuteczniejszym sposobem pozyskiwania środków na upowszechnianie gry szachowej w Polsce, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży. Większość działaczy nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeszcze nigdy na te cele nie było potencjalnie tyle środków, co obecnie. Opanowanie umiejętności składania propozycji zadań pożytku publicznego, wygrywania przetargów na realizację zadań oraz ich praktycznej realizacji - jest ważnym zadaniem całego środowiska szachowego. Zarząd Związku powinien zaoferować pomoc metodyczną w procesie formułowania projektów zadań oraz opracowywania ofert przetargowych.

3.5.2.      Pieniądze z darowizn podatników.

1)      Zgodnie z art. 27 ustawy o organizacjach pożytku publicznego, podatnik podatku dochodowego od osób fizycznych może przekazać 1% płaconego podatku na rzecz wybranych przez siebie organizacji pożytku publicznego. Dochody budżetu  z podatku od osób fizycznych wynoszą ponad 30 mld zł rocznie, co oznacza, że kwota, która może być przekazana tym organizacjom przez podatników wynosi ok. 300 mln zł. Jest zatem o co zabiegać.

2)      Zgodnie z ustawą podatkową, podmioty gospodarcze mogą wliczyć w koszty 10% dochodu przed opodatkowaniem przeznaczonego na darowizny dla podmiotów prawnych posiadających status organizacji pożytku publicznego (inaczej mogą odliczyć 10% dochodu przed opodatkowaniem). Podmioty gospodarcze mogą obdarowywać organizacje pozarządowe nie posiadające statusu opp, ale Fundacja nie otrzymała złotówki przed uzyskaniem tego statusu.

3.5.3. Inne beneficja.

Posiadanie statusu opp przyniosłoby Związkowi wiele innych korzyści przewidzianych ustawą o opp i o wolontariacie. Oto one:

a)      zgodnie z art. 24 organizacji pożytku publicznego przysługuje zwolnienie od:

-          podatku dochodowego od osób prawnych;

-          podatku od nieruchomości;

-          podatku od czynności cywilnoprawnych;

-          opłaty skarbowej;

-          opłat sądowych

b)      z mocy art. 24, organizacja pożytku publicznego: może nabywać na szczególnych warunkach prawo użytkowania nieruchomości będących własnością Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego; może korzystać z pracy poborowych skierowanych do odbycia służby zastępczej; może korzystać z usług radiofonii i telewizji publicznej w zakresie bezpłatnego informowania o ich działalności;

c)      jednostki publicznej radiofonii i telewizji umożliwiają organizacjom pożytku publicznego nieodpłatne informowanie o ich działalności na zasadach określonych w odrębnych przepisach. Status opp w jakimś stopniu pomógłby w przezwyciężeniu bolączki całego ruchu szachowego, jakim jest trudność dotarcia do mass mediów.

Wniosek końcowy.

W społeczeństwach obywatelskich spada rola szczebla centralnego, w tym krajowego związku sportowego, w redystrybucji środków na upowszechnianie kultury fizycznej i sportu. Zadania z tego zakresu finansowane są ze środków samorządów terytorialnych. Dostępne są one drogą wygrania konkursu na realizację określonego zadania publicznego. Ilość pieniędzy z tego źródła zależy od liczby klubów szachowych zdolnych do wygrania konkursu ofert i zrealizowania podjętego się zadania.

Posiadanie statusu opp jest pomocne w uzyskaniu prawa do zrealizowania danego zadania publicznego. Uzyskanie statusu opp jest bezpłatne. Na co czekać?

Dla zapobieżenia ewentualnym nieporozumieniom, pragnę podkreślić, że paliatywami nazywam dyskusję zastępczą, wypróbowany sposób na omijanie spraw ważnych.

Paliatywami nie są zatem podjęte przez obecny Zarząd decyzje dotyczące usprawnienia bieżącej działalności Związku, które w pełni doceniam. Decyzje te dobrze służą szachom i za ich szybkie podjęcie należy się szacunek nowym władzom Związku.

Jednakże celem mojego opracowania jest enumeracja fundamentalnych warunków przywrócenia przedwojennego blasku polskim szachom w zupełnie odmiennych warunkach działania oraz przedłożenie propozycji spełnienia tych warunków.

 

Jan Macieja